Poleć:

Śladami Junga (wyd. I)

Śladami Junga (wyd. I)

Śladami Junga (wyd. I)

Pajor Kazimierz

Pierwsze polskie opracowanie życia i osobowości wybitnego psychologa i myśliciela Karola Gustawa Junga. Autor, teolog i filozof badający od lat jego psychologię (por. "Psychologia archetypów Junga") przedstawia własne spojrzenie na dzieciństwo, związki...   Czytaj więcej >>

Zobacz recenzje >> Przejrzyj fragment >>
  • Ilość stron: 229
  • Data wydania: 2006
  • Oprawa: miękka
  • Wydawnictwo: ENETEIA
14,00 zł 26,00 zł
Wyprzedaż Wyprzedaż!
Do koszyka
  • Usuń ze schowka
  • Do schowka

Dostępność: brak

83-85713-69-7

Wysyłamy w: 48h

Koszt wysyłki: InPost od 7,70 zł, Poczta Polska od 9,90 zł, Paczkomaty od 10 zł, Kurier od 12 zł

Stan: okładka porysowana, rogi zagięte, strony przykurzone z zewnątrz


Powiadom mnie kiedy produkt będzie dostępny

Polecamy w kategorii

Pierwsze polskie opracowanie życia i osobowości wybitnego psychologa i myśliciela Karola Gustawa Junga. Autor, teolog i filozof badający od lat jego psychologię (por. "Psychologia archetypów Junga") przedstawia własne spojrzenie na dzieciństwo, związki z Freudem, doświadczenie w psychoterapii i zasadnicze koncepcje na temat kultury i religii. Opiera się przy tym na studiach oryginalnych opracowań.
Książka pozwala lepiej zrozumieć bogatą osobowość i dokonania naukowe szwajcarskiego psychologa i psychiatry, którego w Polsce przedstawia się jeszcze ciągle w fałszywym, często negatywnym świetle.
  • Wydanie: pierwsze
  • Seria: Biografie
  • Format: 135×205 mm
  • ISBN: 83-85713-69-7
  • EAN: 9788385713692
  • Waga: 0,27 kg

Rozdział 1: W poszukiwaniu korzeni     
Autorytet dziadka    
Małżeństwo rodziców jako próba cierpliwości     
Wczesne wspomnienia i lata szkolne    
Studenckie ubóstwo i pierwsze sukcesy    
Krytyczny stosunek do psychiatrii    
Własna rodzina    

Rozdział 2: Nieudana przyjaźń      
Pierwsze kontakty     
W roli protektora i krytyka psychoanalizy    
Spotkanie i początek przyjaźni    
Początki impasu    
Przyczyny konfliktu    
Od konfliktu mistrzów do konfliktu uczniów    

Rozdział 3: Własna droga      
Początek drogi    
Energia psychiczna i jej symbole    
Pierwsze spotkania z nieświadomością    
Lawina fantazji i prorocze wizje    
Personifikacje archetypowych treści: Salome i Filemon    
Od mandali do Jaźni    
Próba obiektywizacji – typy i funkcje    

Rozdział 4: Nowa orientacja      
Aktywna imaginacja i jej paralele    
Proces psychoterapeutyczny    
Przygotowanie lekarza – wiedza i osobowość    
Analiza szkoleniowa
Potrzeba zaangażowania lekarza     
Relacja lekarz – pacjent    
Dojrzewanie osobowości i mandala z kamieni     
W szkole prostoty    
Historyczny wymiar psyche     

Rozdział 5: Spotkania i doświadczenia        
Pozorny spokój Araba    
Religijna tajemniczość Indian Pueblo     
Wschodzące słońce u Elgonów    
W poszukiwaniu zagubionego     
Wśród uczniów i pacjentów – Klub Psychologiczny     
Rozmowy na murku – konferencje Eranos    
Spotkania z dziedzictwem – Instytut     

Rozdział 6: Zniekształcenia portretu     
Antysemityzm – okoliczności pomówień    
Nowa interpretacja starego konfliktu    
Statuty i manifest nazistowski     
Nieświadomość żydowska i aryjska – interpretacje    
Gnostycyzm i gnostyckie infekcje     
Gnoza jako mniejsze zło    
Wierzyć i wiedzieć – istota problemu    
Pseudonauka – problem klamry    
Topografia psychologii analitycznej

Rozdział 7: Rysy osobowości         
Introwertyk    
Wizjoner    
Myśliciel    
Uczony    
Wódz – przewodnik    

Epilog   
Bibliografia    

Nota o Autorze 

Wczesne wspomnienia i lata szkolne

Studenckie ubóstwo i pierwsze sukcesy

Krytyczny stosunek do psychiatrii

fragment książki Śladami Junga Kazimierza Pajora

Wczesne wspomnienia i lata szkolne

Zazwyczaj ważne wydarzenia z dzieciństwa pozostają na długo w pamięci, niekiedy nawet na całe życie. I choć relacje z nich z biegiem czasu mogą ulegać znacznym zmianom, niemniej jednak rdzeń uczuciowej prawdy zachowuje swoją autentyczność. Jeśli chodzi o Junga, mówienie o jego wczesnych wspomnieniach nastręcza pewnych trudności, i to z dwóch powodów: po pierwsze, owe wspomnienia często oznaczają głębokie (duchowe) przeżycia, czemu poświęcona jest spora część Wspomnień...; po drugie, przedstawione w nich doświadczenia zostały zazwyczaj poddane retrospektywnej interpretacji, to znaczy autor ukazał je na tle swojej psychologii. Z tych dwóch powodów nie sposób, zwłaszcza w tak krótkim opracowaniu, podać jak najwięcej interesujących przykładów.Z konieczności ograniczę się więc do tych wspomnień, które są czytelne bez dodatkowych wyjaśnień. 

Najwcześniejsze wspomnienia Junga sięgają drugiego, może trzeciego roku życia, kiedy to jego rodzice mieszkali w Laufen – ojciec otrzymał tam drugą z kolei parafię. Na całe życie Jung zachował żywe wspomnienie tego, co najbardziej fascynowało go jako małego chłopca: widok kościoła i plebanii z ogrodem, dominującego nad innymi domami zamku oraz huk wody przy wodospadzie. Szczególnie to ostatnie miejsce utkwiło Jungowi mocno w pamięci. Jako kilkuletni chłopiec bowiem, przechodząc ze służącą przez reński most przy wodospadzie, nagle przewrócił się i zawisł nad wodą. Od śmierci uratowała go noga, która uwięzła w balustradzie mostu. Dzięki temu służąca zdołała go uratować. Później wypadek ten sam Jung zinterpretował jako wyraz nieświadomego sprzeciwu wobec życia na tym świecie (ibidem, s. 22). Interpretacja taka budzi jednak pewne wątpliwości: bo czyż każde potknięcie i upadek muszą koniecznie oznaczać przejaw nieświadomego protestu lub brak woli życia? Nie! Nie nawet wtedy, gdy się uwzględni różne negatywne okoliczności, jakie wpłynęły na dzieciństwo Junga. 

Inne wczesne wspomnienie dotyczy przedziwnego snu, który miał jako czteroletni chłopiec. Oto jego treść. Siedząc na łące, dostrzega nagle prostokątną dziurę w ziemi, dalej kamienne schody prowadzące w głąb, a na ich końcu drzwi zasłonięte zieloną kurtyną. Ciekawość narasta i prowadzi do przezwyciężenia niepewności, rozsuwa więc zasłonę, za którą znajduje się duże pomieszczenie. Na środku leży czerwony chodnik, który prowadzi do złotego tronu. Na tronie siedzi bardzo wysoka postać sięgająca sufitu, pokryta skórą i żywą tkanką, ale bez twarzy i włosów. Na głowie o stożkowym kształcie widać oko patrzące ku górze. Widok przerażający! I nagle rozlega się głos jego matki: „Tak, tak, przypatrz mu się dobrze. To ludożerca!” (ibidem, s. 24). Ten zaskakujący jak na dziecko sen zachował Jung w tajemnicy przez ponad sześćdziesiąt lat, jakkolwiek zajmował się nim wiele razy (zob. Dudek, 2002a). Bez wątpienia był to sen zawierający archetypowe treści. 

Wczesne wspomnienia Junga obejmują także jego pierwsze kontakty ze sztukami pięknymi. Wspominając o tym, podaje dwa przykłady: zbiory rodzinne i wizytę w muzeum. W osiemnastowiecznym budynku plebanii znajdował się jeden pokój, w którym wisiały stare malowidła. Niektóre przedstawiały motywy biblijne. Jakie znaczenie miały one dla sześciolatka? Oto odpowiedź: „Często zakradałem się do tego leżącego na uboczu mrocznego pomieszczenia i godzinami wysiadywałem przez obrazami, podziwiając ich piękno” (ibidem, s. 28). Tak ogromne zafascynowanie małego chłopca sztuką jest zaskakujące i wzbudza podziw. Czy można mieć w tym wieku jakiekolwiek pojęcie na temat sztuki? Co stanowiło źródło fascynacji dla dziecka? To, że nie mamy tutaj do czynienia z jednorazowym przypadkiem, potwierdza relacja z wizyty z muzeum. Któregoś dnia ciotka zabrała małego Carla Gustava do muzeum. Chciała mu pokazać wypchane zwierzęta, ale to nie one zafascynowały chłopca, lecz galeria starożytnych zbiorów. 

Dzieciństwo i lata młodzieńcze Junga obfitowały w przeróżne przeżycia wewnętrzne. Ich nadzwyczajność, czy przynajmniej zasadnicza odmienność, z czego Jung dobrze zdawał sobie sprawę, była główną przyczyną tego, że pojawiały się w jego życiu coraz to nowe „tajemnice”, o których albo nie mógł, albo nie chciał z nikim rozmawiać. Wiązało się to z jego „dużą wrażliwością i podatnością na zranienie” (ibidem, s. 29). Oczywiście, nie było to jedyną przyczyną powstawania coraz to nowych tajemnic i wynikającej z tego faktu dużej samotności. 

Kluczem do zrozumienia tego problemu może być następująca wypowiedź Junga: „Kiedy byłem dzieckiem, działo się ze mną to samo, co później obserwowałem u afrykańskich plemion: tubylcy robili coś, choć wcale nie wiedzieli, co czynią. Rozmyślano nad tym dopiero dużo, dużo później” (ibidem, s. 35). Wiele z ważnych przeżyć okresu dziecięcego i wczesnej młodości musiało pozostać tajemnicą, ponieważ ich pełne zrozumienie stało się możliwe dopiero wiele lat później, to znaczy, gdy powstała psychologia archetypów. Dopiero wówczas Jung mógł sam zrozumieć swoje „tajemnice” i dopiero wtedy był w stanie o nich mówić. 

Rozpoczęcie nauki w Klein-Hüningen i kontakt z innymi dziećmi, wśród których znalazł partnerów zabaw, stanowiły rodzaj wyzwolenia z samotności, jakiej mały Carl Gustav doświadczał w domu rodzinnym – do dziewiątego roku życia był jedynakiem; młodsza, a zarazem jedyna siostra nigdy nie była partnerką jego zabaw. Wiejska szkoła sprawiała wiele radości synowi pastora. Z nauką nie miał żadnych trudności, uchodził nawet za prymusa. Czytać i pisać potrafił już przed pójściem do szkoły, zaś lekcji łaciny udzielał mu ojciec od szóstego roku życia. Większość dzieci wiejskiej szkoły należała do parafii ojca. W takiej szkolnej atmosferze przeżył do jedenastego roku życia. 

Sytuacja uległa gwałtownej zmianie w 1886 roku, gdy zaczął uczęszczać do gimnazjum w Bazylei. Tam dopiero zrozumiał niektóre sprawy, których dotąd albo w ogóle nie dostrzegał, albo jeszcze nie pojmował. W każdym bądź razie były to różne przykre doświadczenia. O jednym z nich tak wspomina: „Pojąłem wówczas, że moja rodzina jest biedna, że mój ojciec jest wiejskim pastorem, ja zaś jeszcze biedniejszym jego synem, który ma dziurawe buty i który sześć godzin lekcji musi odsiadywać w przemoczonych skarpetach. Zacząłem patrzeć na moich rodziców innym okiem, zacząłem rozumieć ich troski i zmartwienia. Zwłaszcza dla ojca miałem wiele współczucia” (ibidem, s. 37). 

Środowisko zamożnych synów pochodzących z rodzin fabrykantów nie sprzyjało ani szczęściu, ani uznaniu Carla Gustava. Jako syn pastora posiadał wprawdzie pewien prestiż, ale to nie wystarczało. Nauczyciele uważali go za leniwego, podstępnego i niezbyt zdolnego. „Jego podejrzliwe i szorstkie usposobienie, wpisany w jego ciało resentyment oraz stygmaty chronicznie niespokojnego sumienia predestynowały go poniekąd na kozła ofiarnego” (Stern, 1977, s. 28 i n.). Również jego szkolni koledzy nie darzyli go sympatią. Kilka razy został nawet przez nich pobity. 

Z większością przedmiotów radził sobie dobrze. Jedynie matematyka była tym przedmiotem, z którym Jung nie mógł sobie poradzić. Barbara Hannah nie waha się, by nazwać go nawet „matematycznym idiotą” (Hannah, 1982, s. 48). Ciekawa jest natura owych trudności z algebrą. Otóż Jung w żaden sposób nie mógł zrozumieć pojęcia liczb jako takich. „Nikt – powiada – nie potrafił mi powiedzieć, czym są liczby, ja zaś nie umiałem odpowiednio postawić kwestii” (1999b, s. 40). Problem ten narastał jeszcze bardziej, gdy nauczyciel zaczął zastępować liczby literami w celu przedstawiania matematycznych równań. Tu pojawiły mu się nawet, jak sam to określa, „moralne wątpliwości co do matematyki” (ibidem, s. 41). Weźmy na przykład prawa przechodniości – jeśli a = b i b = c, to a = c. Ale jak „a” może równać się „b” czy „c”, skoro już z definicji oznaczają one coś zupełnie innego? Być może ta moralna nieufność stała się psychiczną przeszkodą do pozytywnego nastawienia wobec algebry. I chyba dlatego też lekcje matematyki napawały go „grozą i przyprawiały o udrękę” (ibidem). Jedynym wyjściem było mechaniczne wkuwanie do głowy tego, co konieczne. 

Na tle różnych trudności związanych ze szkołą zaszło pewne zdarzenie, które boleśnie dotknęło Junga, skłaniając go do zupełnie nowego spojrzenia na siebie i życie. WeWspomnieniach... tak pisze o tym: „Dwunasty rok mego życia stał się dla mnie prawdziwym rokiem przeznaczenia. Pewnego razu – wczesnym latem roku 1887 – po skończonych lekcjach stałem koło południa na placu przed katedrą i czekałem na jednego z kolegów (...). Nagle jakiś chłopak stuknął mnie tak, że się przewróciłem. Uderzyłem głową o krawężnik (...). Przez jakieś pół godziny byłem lekko oszołomiony. W momencie uderzenia niczym błyskawica przeszła mnie myśl: Teraz już nie będziesz musiał chodzić do szkoły! (...). Odtąd mdlałem za każdym razem, kiedy miałem iść do szkoły albo gdy rodzice próbowali mnie nakłonić, żebym odrobił lekcje. Dłużej niż pół roku nie pokazywałem się w szkole (...). Byłem wolny, mogłem codziennie oddawać się marzeniom, przebywać gdzieś nad wodą albo w lesie, albo rysować (...). Wszystko to było cudowne. W ten sposób jednak coraz bardziej uciekałem od świata” (ibidem, s. 42).

Lekarze nie byli w stanie zdiagnozować choroby, dopatrywano się nawet epilepsji. Lęk rodziców o zdrowie i przyszłość chłopca rósł z dnia na dzień. Zasłyszane pytanie ojca – „co się z nim stanie, gdy nie będzie mógł zarobić na własne życie?” – zadziałało na syna jak grom. Od tej chwili stał się innym dzieckiem. Po raz pierwszy w życiu zrozumiał, że trzeba pracować. Mimo pojawiających się omdleń zabrał się do nauki; w krótkim czasie przezwyciężył ataki choroby i powrócił do szkoły. 

„Byłem wściekły na siebie, a jednocześnie sam przed sobą się wstydziłem. Wiedziałem przecież, że sam wobec siebie nie mam racji i że sam przed sobą się zblamowałem. Nikt inny nie był tu winny. To ja byłem tym cholernym dezerterem! Odtąd nie mogłem znieść, gdy rodzice okazywali mi swą troskę albo gdy przemawiali do mnie współczującym tonem. Nerwica stała się moją kolejną tajemnicą, ale była to wstydliwa tajemnica i porażka. To ona jednak doprowadziła mnie w końcu do niezwykłej doskonałości i wyjątkowej pilności. Wówczas to pojawiła się u mnie owa szczególna sumienność – nie na pokaz, nie po to, by stać się ważnym, lecz sumienność wobec siebie samego” (ibidem, s. 44). 

Ponieważ przerwa w nauce była długa, został przeniesiony do niższej klasy. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że teraz wszystko zależy od niego samego. Jego szczególna pilność i sumienność szybko zaczęły przynosić efekty – stał się wyróżniającym uczniem w klasie; wyjątkiem były oceny z matematyki. Nie udało mu się jednak zdobyć większego zaufania pedagogów, co chyba zostawiło ślad na całe życie. We Wspomnieniach... pisze o tym bardzo otwarcie, ale i z pewnym bólem: „Większość nauczycieli uważała mnie za durnia i cwaniaka. Gdy tylko w szkole coś było nie tak, zaraz mnie o to podejrzewano. Jeśli doszło do bijatyki, domysły, kto był prowodyrem, z reguły kierowały się w moją stronę” (ibidem, s. 55). Sytuacja ta była przyczyną wciąż towarzyszącego mu poczucia winy i wyrzutów sumienia, niezależnie od faktycznego stanu rzeczy. 

Inne bardzo bolesne wspomnienia związane są z lekcjami języka niemieckiego, z którego Jung był raczej przeciętny. Pewnego dnia nauczyciel zadał klasie do napisania wypracowanie, którego temat wyjątkowo zainteresował Carla Gustava. Przyłożył się do tego zadania nadzwyczaj gorliwie, spodziewając się dobrej oceny. Niestety, spotkało go ogromne rozczarowanie – nauczyciel oświadczył przed całą klasą, że jego wypracowanie to plagiat. Wyjaśnienia nic nie pomogły. Podobna sytuacja miała miejsce raz jeszcze nieco później. Na niewiele zdały się więc gorliwość i nowo odkryta sumienność. Utarte przesądy nauczycieli były silniejsze. 

Młodzieńcza uczciwość została mocno zraniona, czego wyrazem są następujące słowa Junga: „W oczach szkoły byłem głupawym sztubakiem o płaskiej umysłowości i do nikogo nie miałem o to pretensji. Wściekłością jednak zdejmował mnie fakt, iż uznano mnie za zdolnego do oszustwa i że w ten sposób raz na zawsze zostałem zdyskwalifikowany moralnie” (ibidem, s. 75). Nadana w szkole etykieta mało inteligentnego oszusta – tak przynajmniej to odczuwał przez całe życie – obciążała go boleśnie i miała niemały wpływ na jego dalsze życie. 

Będąc w wieku gimnazjalnym, Jung wykazywał duże zainteresowanie zagadnieniami związanymi z religią, co zresztą jest dość typowe dla młodzieńczego okresu życia. W przypadku Junga zainteresowanie to odznaczało się szczególną intensywnością i powagą. Religijne przeżycia, jakich wówczas doznał, wpędziły go w stan wielkiego osamotnienia, odbijając się negatywnie na stosunku do ojca, Kościoła, teologii, i w końcu na jego jeszcze bardzo młodzieńczej wierze. Opis przeżyć związanych z konfirmacją i pierwszą komunią robi przerażające wrażenie (zob. ibidem, s. 64–67). Z tego okresu życia pozostało mu na zawsze przekonanie, że tak naprawdę wierzyć w Boga można tylko wtedy, gdy się go doświadczyło. I to właśnie miało być największym skarbem z jego młodości.

Jednym z większych problemów, jaki mu się wtedy nasunął, była kwestia zła, cierpienia na świecie, a zwłaszcza jego pochodzenie. Jung sądził, że ostatecznie to Bóg, jako Stwórca całego jestestwa, jest za nie odpowiedzialny. Ale jak taką myśl pogodzić z ideą Boga jako bezgranicznie kochającego ludzi? Gorączkowe poszukiwania rozwiązań tych problemów w teologii i filozofii nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, raczej rozczarowanie, ponieważ dla filozofów Bóg był poniekąd niczym innym jak hipotezą, na temat której dyskutowano. Pewnego pokrzepienia doświadczył w filozofii Arthura Schopenhauera (1788–1860), a ściślej mówiąc w jego ponurym obrazie świata pogrążonego w cierpieniu – świata skażonego złem. Jednakże jego propozycje rozwiązań jawiły się Jungowi jako nie do zaakceptowania. 

Poszukiwania filozoficzne, które miały miejsce głównie w czasie trzech ostatnich lat gimnazjalnych, pozostawiły na Jungu trwały ślad w postaci zmiany stosunku do świata i życia. Ze wstydliwego i nieufnego stał się bardziej otwarty, rozmowniejszy, wiedzący, czego chce. Zrozumiał, że ubóstwa nie trzeba się wstydzić, bo nie przynosi ono ujmy, bogactwo nie pomnaża ani zdolności, ani wartości człowieka. W ten oto sposób zmieniła się jego sytuacja; nagle poczuł, że ma grunt pod nogami (ibidem, s. 80). Ten poniekąd burzliwy okres życia młodego Junga był pod wielu względami bardzo ważnym etapem rozwoju jego osobowości, któremu towarzyszyły jednak przykre i bolesne doświadczenia. Ale to właśnie dzięki nim stopniowo dojrzewał do wezwania, które stało przed nim, a o którym jeszcze nic nie wiedział. I to ono było kolejną tajemnicą jego młodości – tajemnicą, której nawet on sam nie znał. 

Studenckie ubóstwo i pierwsze sukcesy

Pod koniec gimnazjum ważne stało się pytanie dotyczące przyszłego zawodu. Jung wiedział, że nie pójdzie w ślady ojca, teologię odradzał mu zresztą sam pastor. Interesował się egiptologią, archeologią, historią, filozofią i naukami przyrodniczymi. Przez długi czas odsuwał moment podjęcia decyzji. W końcu, nawiązując do tradycji rodzinnych, wybrał medycynę. 

Wiosną 1895 roku rozpoczął studia medyczne na uniwersytecie w Bazylei. Jesienią tego samego roku rozchorował się poważnie jego ojciec, który często uskarżał się na dziwne bóle brzucha. Choroba nie trwała długo – na początku następnego roku ojciec zmarł. Śmierć ojca spowodowała poważne problemy związane z kontynuacją studiów. Tylko dzięki rodzinnemu wsparciu można było zażegnać niebezpieczeństwo przerwania studiów. Był to czas niezwykle trudny dla wdowy z dwojgiem dzieci, ale dla Carla Gustava była to kolejna konfrontacja z ubóstwem, z której wyszedł zwycięsko. „Nie wspominam źle – pisze – tych lat życia w ubóstwie; uczy ono doceniać proste rzeczy”. I nieco dalej: „Kiedy tak patrzę wstecz, mogę powiedzieć, że czas studiów był pięknym okresem. Były to lata wielkiego ożywienia duchowego – były to także lata przyjaźni” (ibidem, s. 107). 

Ożywienie duchowe miało swe źródło z jednej strony w studenckich dyskusjach, z drugiej zaś w powrocie do zainteresowań filozofią, zwłaszcza poglądami Immanuela Kanta (1724–1804), Jacoba Burckhardta (1818–1897), Friedricha Nietzschego (1844–1900) i Eduarda von Hartmanna (1843–1906). Wszystkim filozofom miał Jung za złe, „że mówili o wszystkim, co nie jest dostępne doświadczeniu, a milkli, kiedy należałoby odpowiedzieć na wyzwanie doświadczenia” (ibidem, s. 116). Naturalnie nie chodziło tu o żadne empiryczne doświadczenie, lecz o to decydujące doświadczenie – doświadczenie Boga. To właśnie zagadnienie nurtowało go zawsze, szukał potwierdzenia własnych przeżyć i zazwyczaj czuł się osamotniony. 

W roku 1900 Jung ukończył studia medyczne, uwieńczone egzaminem państwowym. Tym samym wyłoniło się kolejne pytanie dotyczące jego dalszej przyszłości, a mianowicie wybór specjalizacji. Tak naprawdę to sam do końca nie wiedział, czy chce być chirurgiem, czy internistą. I chyba przypadek zdecydował o jego dalszej przyszłości, bo swoistego oświecenia doznał pod wpływem lektury „Podręcznika psychiatrii” Krafft-Ebinga (1840–1902). Wiele lat później tak opowiada o tym doświadczeniu: „Poczułem, że jestem dogłębnie poruszony i jakby w błysku olśnienia stało się dla mnie jasne, że poza psychiatrią nie ma dla mnie innego celu. Tylko w niej oba nurty moich zainteresowań mogły zlać się w jeden strumień (...). Tu znajdował się wspólny obszar doświadczenia faktów biologicznych i duchowych – obszar, którego dotąd wszędzie szukałem bez skutku. Tutaj wreszcie było miejsce, gdzie spotkanie natury i ducha stało się faktem” (ibidem, s. 120 i n.). 

Stan ówczesnej psychiatrii pod żadnym względem nie był imponujący – jej wykładowcy właściwie nic konkretnego nie wiedzieli na temat chorób psychicznych, których leczenie powszechnie uważano za beznadziejne. Szpitale psychiatryczne, traktowane jako ośrodki dla obłąkanych, budowano poza osiedlami, gdzie mieszkali zdrowi ludzie. W ten sposób izolowano chorych i ich lekarzy od świata. Wybór więc psychiatrii jako specjalizacji, jeśli nie był jakimś przeznaczeniem, to mógł się dokonać jedynie pod wpływem osobistej fascynacji. To, co Junga zainteresowało, to możliwość integralnego ujęcia człowieka – ciała i ducha. Na podstawie osobistych doświadczeń wiedział, że tylko takie podejście do człowieka jest sensowne, czego z wielkim uporem zawsze będzie bronił. Ono też stało się głównym źródłem jego późniejszej psychologii. 

Dziesiątego grudnia 1900 roku rozpoczął zatem pracę jako asystent w Uniwersyteckiej Klinice Burghölzli, z czym wiązała się przeprowadzka z Bazylei do Zurychu. Opuszczenie Bazylei oznaczało utratę wielu przyjaciół, ale też uwolnienie się od etykiety „syna pastora Paula Junga i wnuka (...) profesora Carla Gustava Junga” (ibidem, s. 123), która była bardzo krępująca. Zurych zaś był miastem, którego atmosfera przesycona była poczuciem wolności, co imponowało młodemu lekarzowi. 

W psychiatrycznej klinice Burghölzli przebywało około czterystu pacjentów, powierzonych opiece czterech asystentów pracujących pod kierunkiem prof. Eugena Bleulera (1857–1939), znanego psychiatry zuryskiego. Bleuler był poważnie zainteresowany poszukiwaniem skutecznych metod leczenia, dlatego też, idąc śladem francuskich lekarzy, próbował stosować hipnozę, która fascynowała również środowisko wiedeńskie. Jego uwadze nie uszły poszukiwania Zygmunta Freuda (1856–1939), który w roku 1895 wraz z Josefem Breuerem opublikował Studien über Hysterie, a w roku 1900 słynne Objaśnianie marzeń sennych, wskazujące nową drogę w psychiatrii. Bleuler był pierwszym psychiatrą, który poważnie traktował powszechnie ignorowaną przez psychiatrów psychoanalizę Freuda. Ponoć miał nawet podjąć próbę jej empirycznej weryfikacji (Stern, 1977, s. 55). Jak później zobaczymy, zadanie to – przynajmniej częściowo – realizował sam Jung, co spotkało się z wielkim uznaniem ze strony Freuda. 

Lata pracy w Burghölzli z jednej strony sprowadzały się do codziennych obowiązków lekarza oddziałowego, z drugiej zaś strony Jung starał się o dalszy rozwój swojej wiedzy psychiatrycznej. Rezultatem jego kilkuletnich eksperymentów z seansami spirytystycznymi, jakie miały miejsce jeszcze podczas studiów, była rozprawa doktorska Zur Psychologie und Pathologie sogenannter okkulter Phänomene (O psychologii i patologii tzw. zjawisk tajemnych), napisana w roku 1902 pod kierunkiem Bleulera. 

Zimą następnego roku Jung wyjechał na staż do Paryża, gdzie przez kilka miesięcy uczęszczał na wykłady znanego wówczas psychiatry Pierre’a Janeta (1859–1947), którego odwiedzało wielu młodych uczonych z całej Europy i z Ameryki2. W psychiatrii francuskiej dominowała wówczas hipnoza jako nowo odkryta metoda leczenia chorób psychicznych. We Francji uczył się jej Freud i chyba to samo zainteresowanie towarzyszyło pobytowi Junga w Paryżu. 

Po powrocie do Zurychu Jung nie zaprzestał swoich badań eksperymentalnych. Założył w Burghölzli laboratorium eksperymentalnej psychopatologii. Podczas przeprowadzania eksperymentów skojarzeniowych mierzono stoperem czas udzielanej odpowiedzi oraz galwanometrem zmiany elektrycznego oporu skóry. Wyniki tych badań, tj. przede wszystkim stwierdzenie istnienia nieświadomych kompleksów, zostały opublikowane w pracy Experimentelle Untersuchungen über die Assoziationen Gesunder (1904; Badania eksperymentalne skojarzeń u osób zdrowych). Była to bez wątpienia pierwsza i zakończona sukcesem próba wykazania przy pomocy metod empirycznych istnienia nieświadomych treści, co można też traktować jako niezbity dowód na istnienie nieświadomości. To dokonanie Junga oznaczało też współpracę między psychologią eksperymentalną, to znaczy między jej metodami, a rodzącą się psychologią głębi, czego jednak później będzie tak bardzo brakować. 

Wyniki badań naukowych Junga spotkały się z wielkim uznaniem: w klinice otrzymał awans na stanowisko lekarza naczelnego, a po zrobieniu habilitacji w roku 1905 został docentem na Wydziale Medycyny Uniwersytetu w Zurychu, gdzie pozostał przez osiem lat. Z tego okresu pochodzą liczne publikacje prezentujące wyniki jego badań eksperymentalnych oraz teksty poświęcone zgłębianiu rozumienia istoty nerwic i psychoz. Mogłoby się zatem wydawać, że droga akademickiej kariery Junga przebiegała prosto, naznaczona naukowymi osiągnięciami oraz ogólnym uznaniem. Ale w rzeczywistości było inaczej. Nastąpił nieoczekiwany zwrot: najpierw w roku 1909 Jung odszedł z Burghölzli, a w roku 1913 rezygnował z zajęć uniwersyteckich. 

Jakie były przyczyny tych dwóch decyzji? We Wspomnieniach... twierdzi, że przyczyną pierwszej było przeciążenie pracą. Zdaniem Gerharda Wehra rzeczywistym powodem odejścia z Burghölzli było nie przepracowanie, lecz brak zgody z Bleulerem (Wehr, 1988, s. 81). W korespondencji z Freudem Jung nie szczędzi krytycznych uwag pod adresem kliniki. Poza tym wydaje się, że Jung miał swoje własne plany: zakup działki nad jeziorem w Küsnacht, budowę domu i wyprowadzkę z Zurychu (dzisiaj Küsnacht jest już częścią szwajcarskiej metropolii). Duża willa umożliwiła mu następnie otwarcie własnego gabinetu psychoterapeutycznego. Teraz mógł zupełnie swobodnie gromadzić praktyczne doświadczenia i rozwijać własne teorie. 

Przyczyna drugiego odejścia jest bardziej niejasna. Niektórzy biografowie wskazują na brak zainteresowania środowiska jego pracą naukową (Stern, 1977, s. 66). Byłby to jednak nieco błahy powód, by zrezygnować z takiego stanowiska. Można przypuszczać, że korzenie musiały być o wiele głębsze niż próżna ambicja. Faktem jest, że Jungowi przez całe życie towarzyszyło uczucie pewnej goryczy, mające źródło w tym, że rodzinny uniwersytet nawet u szczytu jego sławy nie zaproponował mu profesury.

Krytyczny stosunek do psychiatrii

We Wspomnieniach... Jung z naciskiem podkreśla, że lata spędzone w klinice Burghölzli były dla niego latami nauki. Czego więc mógł się tam nauczyć? Obowiązująca wiedza i metody leczenia ówczesnej psychiatrii były bezsilne wobec wyzwania chorób psychicznych. Zadowalano się opisem symptomów, statystyką i stawianiem z reguły błędnych diagnoz, a zapomniano o tym, co najważniejsze – o człowieku. Jung pisze: „lekarze nie zajmowali się osobą chorą psychicznie jako człowiekiem, indywidualnością, lecz po prostu pacjentem nr X, do którego dołączona była długa lista diagnoz i objawów” (1999b, s. 127). Nieco dalej zauważa krytycznie, ale i trafnie: „Diagnozy kliniczne są ważne, ponieważ dają pewną orientację lekarzowi, ale samemu pacjentowi w niczym nie pomagają. «Historia» pacjenta ma moc rozstrzygającą (...); tylko ona daje punkt zaczepienia w terapii podejmowanej przez lekarza” (ibidem, s. 135). Tę zaś można poznać, pochylając się nad cierpiącym człowiekiem i wsłuchując się w jego obolałe serce. 

Największą słabością ówczesnej psychiatrii było to, że nie dostrzegała ona bezpośredniego związku z psychologią; przyczyn chorób psychicznych dopatrywano się w organicznych zaburzeniach systemu nerwowego i dlatego też nie interesowano się bliżej osobą chorego. Halucynacje, urojenia, natrętne myśli i obsesyjne zachowania pacjentów uważano za bezsensowne, nie dostrzegając żadnego związku osobowości z chorobą. Na tle takiego stanu psychiatrii nie dziwi następująca wypowiedź Junga: „Kiedy zostałem asystentem, owładnęło mną uczucie, że niczego nie rozumiem z tego, czym – jak się utrzymuje – jest psychiatria (…). Uprawiałem zatem zawód, na którym w ogóle się nie znałem” (ibidem, s. 136). Świadomość tego właśnie stanu była nieodzowna, by wyzbyć się poczucia samozadowolenia typowego dla ówczesnych psychiatrów i rozpocząć poszukiwania nowych metod leczenia. 

Pierwszym, który podjął to wyzwanie, był wiedeński neurolog Freud. To właśnie „Freud – stwierdza Jung – otworzył psychiatrię na psychologię” (ibidem, s. 135). Wynikające zaś z tego faktu konsekwencje Jung zaakceptował. Konkretnie oznaczało to, iż trzeba zająć się samym pacjentem i nawiązać z nim kontakt. Wykorzystując eksperyment skojarzeniowy do diagnozowania, Jung wprowadził niejako wstępną fazę dialogu lekarz – pacjent. Swego rodzaju kontynuacją tego dialogu były wielogodzinne rozmowy z chorymi przebywającymi w klinice. Zmierzały one do udzielenia odpowiedzi na następujące pytanie: czy z pozoru „bezsensowne” wypowiedzi i zachowania chorych mają jakieś ukryte znaczenie? W kontekście tych poszukiwań zrodziło się też i inne pytanie, a mianowicie: jakie znaczenie mogą mieć marzenia senne? 

Tego rodzaju doświadczenia całkowicie odbiegały od kanonów obowiązujących w psychiatrii. Jung musiał ukrywać się ze swoimi poglądami przed innymi lekarzami. Ale to właśnie dzięki takiemu podejściu do osób psychicznie chorych zrodziła się nowa psychiatria – psychiatria połączona z psychologią, psychiatria, która poważnie traktowała pacjenta. W efekcie powstał więc nowy obraz choroby psychicznej i nowy obraz chorego człowieka. „W gruncie rzeczy w osobach psychicznie chorych nie znajdujemy niczego nowego i nieznanego, lecz tylko fundament naszej własnej istoty” (ibidem, s. 138). Chory w klinice psychiatrycznej zasługuje na tak samo poważne i godne traktowanie, jak każdy inny pacjent, bo jego istota nie uległa najmniejszej zmianie, lecz tylko została dotknięta losem wielkiego cierpienia. To zaś oznaczało nie tylko potrzebę nowej metody leczenia, lecz i konieczność nowego określenia roli lekarza. 

Prezentując takie podejście do pacjentów, Jung stopniowo zauważał, że na przykład ich halucynacje czy niezrozumiałe zachowania mają określony sens, którego początkowo nie znamy. Zrozumienie zaś tego sensu nieodzownie wskazywało na konieczność dokładnego zajęcia się badaniem owych treści, które ówczesna psychiatria uważała za całkowicie bezsensowne, a więc i nieprzydatne. Analiza marzeń sennych oraz interpretacja halucynacji chorych na schizofrenię stanowiły dwa istotne elementy nowej psychiatrii stosującej metodę psychoterapeutyczną. Było to wielką zasługą Junga, o czym się często, niestety, zapomina się. 

Już w tym okresie Jung interesował się literaturą na temat ludów pierwotnych, ponieważ zakładał występowanie pewnych analogii między sposobem myślenia i przeżywania człowieka prymitywnego a językiem nieświadomości swoich pacjentów. W obu przypadkach chodziło o przebogaty, ale i nieznany język symboli. „Już w roku 1909 zrozumiałem, że nie będę mógł leczyć psychoz utajonych dopóty, dopóki nie nauczę się pojmować ich symboliki” (ibidem, s. 142). Jego późniejsze badania objęły nieomal wszystkie te dziedziny życia człowieka – między innymi mitologię, wierzenia religijne, alchemię itp. – w których można było badać i poznawać język symboli. 

Tego wszystkiego Jung nauczył się nie z podręczników psychiatrii i nie od doświadczonych lekarzy, lecz od pacjentów kliniki Burghölzli oraz innych osób, którym zawdzięczał wspólne doświadczenia. Mówiąc o tym, podkreślał, że nie chodziło tu tylko „o zwykłe poznanie naukowe”, lecz przede wszystkim „o zrozumienie własnej istoty” (ibidem, s. 154), której poznanie można niepomiernie zgłębić dzięki bogactwu, jakie zapewnia osobowy dialog. To stanowisko znajdzie swój mocny wyraz w koncepcji procesu terapeutycznego, o czym będzie jeszcze mowa.

Karol Gustaw Jung (Carl Gustav Jung) – ur. 26 lipca 1875 r. w Kesswil w Szwajcarii, zm. 6 czerwca 1961 r. w Zurychu. 

Psychiatra szwajcarski, bliski współpracownik Eugena Bleulera, twórcy teorii schizofrenii, a także przez kilka lat Zygmunta Freuda, autora psychoanalizy. Zanim stworzył własne podejście (psychologia analityczna), jako asystent Bleulera odbywał staże kliniczne w Paryżu (P. Janet, uczeń J. Charcota), studiował koncepcje L. Le Bona (psychologia tłumu) i L. Lévy-Bruhla (umysłowe reprezentacje kolektywne). Przez kilka lat był przewodniczącym Międzynarodowego Towarzystwa Psychoanalitycznego (1910–1914). Odbył liczne podróże naukowe i antropologiczne do Afryki (ludy Sahary i centralnej Afryki – Kenia), Ameryki (Indianie Pueblo w Meksyku, Nowy Orlean, Nowy Jork). Studiował alchemię, astrologię, pisma gnostyckie, badał zjawiska parapsychiczne. 

Współpracował z wybitnym sinologiem, tłumaczem Księgi Przemian (I Ching), Richardem Wilhelmem, antropologiem Karlem Kerényim, fizykiem, laureatem Nagrody Nobla, Wolfgangiem Paulim. Od 1947 roku w Zurychu działa Instytut jego imienia, gdzie prowadzone jest szkolenie w zakresie myśli Jungowskiej, w tym psychologii analitycznej jako metody terapeutycznej. Wśród prestiżowych nagród, jakie otrzymał, znajdują się doktoraty honoris causa nadane przez Uniwersytety – Harvard (1936), Oxford, Benares, Kalkuta, Allahabad (1938) oraz honorowe członkostwo Szwajcarskiej Akademii Nauk (1943).

Jeden z najwybitniejszych europejskich myślicieli XX wieku, współtwórca psychologii głębi; badacz psyche i związków ludzkiej świadomości z wytworami kultury. Poszukiwał uniwersalnych praw aktywności psychicznej i symbolicznej oraz ich historycznych i ponadhistorycznych uwarunkowań. Zbliżył psychologię Zachodu do filozoficznej myśli Orientu. Interesował się alchemią, astrologią, doświadczeniami religijnymi, twórczością literacką, zjawiskami parapsychicznymi. 

Wprowadził do języka psychologii m.in. pojęcie ekstrawersji, introwersji, archetypu, nieświadomości zbiorowej, synchroniczności. Jego myśl była inspiracją dla nowych orientacji w psychologii (psychologia zorientowana na proces, psychologia transpersonalna, psychologia archetypowa, psychologia narracyjna) oraz trendów w sztuce i kulturze (literaturze, malarstwie, teatrze). Teorie Junga znalazły zastosowanie w antropologii, psychologii religii, teorii kultury, jak też w praktyce psychoterapii (aktywna wyobraźnia, amplifikacja, analiza marzeń sennych i procesu indywiduacji). Dzieła zebrane Junga (Gesammelte Werke) obejmują 21 tomów.

Napisz swoją recenzję

Śladami Junga (wyd. I)

Śladami Junga (wyd. I)

Pierwsze polskie opracowanie życia i osobowości wybitnego psychologa i myśliciela Karola Gustawa Junga. Autor, teolog i filozof badający od lat jego psychologię (por. "Psychologia archetypów Junga") przedstawia własne spojrzenie na dzieciństwo, związki

Napisz swoją recenzję

Polecamy w kategorii :

Klienci, którzy kupili powyższy produkt, wybrali również:

Klienci, którzy wybrali ten produkt, oglądali również

scroll
Projekt i realizacja 2014 DiH.pl