Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij


Poleć:

Mit nauki. Paradygmaty i dogmaty

Mit nauki. Paradygmaty i dogmaty

Mit nauki. Paradygmaty i dogmaty

Brykczyński Mikołaj

W trzech esejach autor mierzy się z obrazem nauki jako aktywności ludzkiego rozumu roszczącej sobie prawo do prawdy dogmatycznej. Jego zdaniem, redukcjonizm zawodzi jako podstawa filozofii człowieka, ponieważ w procesie redukcji przepada to, co jest uni...   Czytaj więcej >>

Zobacz recenzje >> Przejrzyj fragment >>
  • Ilość stron: 221
  • Data wydania: 2011
  • Oprawa: miękka
  • Wydawnictwo: ENETEIA
9,00 zł 34,00 zł
Wyprzedaż Wyprzedaż!

Do koszyka

  • Usuń ze schowka
  • Do schowka

978-83-61538-32-5

Wysyłamy w: 48h

Koszt wysyłki: InPost od 7,70 zł, Poczta Polska od 9,90 zł, Paczkomaty od 10 zł, Kurier od 12 zł, darmowa powyżej 150 zł

Polecamy w kategorii

W trzech esejach autor mierzy się z obrazem nauki jako aktywności ludzkiego rozumu roszczącej sobie prawo do prawdy dogmatycznej. Jego zdaniem, redukcjonizm zawodzi jako podstawa filozofii człowieka, ponieważ w procesie redukcji przepada to, co jest unikalnie ludzkie. Naukowy redukcjonizm doprowadził do rewolucji przemysłowej i zmian warunków życia ludzkiego, które kojarzymy z postępem i nowoczesnością. Efektem tych przemian jest wiara środowiska naukowego we wszechstronność przyjętej postawy badawczej. Nauka traci swą bezstronność i uniwersalność. Jest selektywna a zarazem – selektywnie ślepa. Wiara w paradygmat pozbawia ją świadomości tej sytuacji. Książka zmusza do refleksji nad miejscem nauki, mitu i religii w współczesnym obrazie świata i człowieka.

Recenzja – "Świat nauki" 03/2012
  • Wydanie: pierwsze
  • Seria: Paradygmaty
  • Format: 145×205 mm
  • ISBN: 978-83-61538-32-5
  • EAN: 9788361538325
  • Waga: 0,22 kg

Wstęp

1.Teologiczny rodowód nauki

Wprowadzenie
Pitagorejczycy
Platon i platonizm
Świat chrześcijański – starożytność, średniowiecze, renesans
Mikołaj Kopernik
Johannes Kepler
Isaac Newton
Bóg mistyków
Dialektyka rozwoju nauki
Uwagi końcowe

2. Sprawa Galileusza i mit nauki

Czy Galileusz miał rację?
Historyczne tło sporu
Kopernikanizm
Tycho Brahe i Johannes Kepler
Dynamika i kopernikanizm Galileusza
Czynnik ludzki
Stanowisko Kościoła
„List do Wielkiej Księżnej Krystyny”
„Pierwszy proces” Galileusza
„Dialog dwóch wielkich systemów świata – ptolemejskiego i kopernikańskiego”
Proces
Ślepy los
Paradygmat naukowy
Paradygmat mechanistyczny – świat na obraz i podobieństwo techniki
Anatomia mitu
Stopnie uzależnienia
Między nauką i polityką

3. Na straży paradygmatu

Paradoksy nauki normalnej
Edukacja i propaganda. Szkoła średnia w Kanadzie
Autocenzura. Aveniego Rozmowy z planetami
Strażnicy paradygmatu. Przykład pierwszy: „efekt Marsa”
Strażnicy paradygmatu. Przykład drugi: całun turyński
Strażnicy paradygmatu. Przykład trzeci: Uri Geller
Szaleństwo i metoda
Świat niesamowity versus świat trywialny
W imieniu jednostki

Bibliografia

Posłowie: Między paradygmatem a dogmatem (Zenon Waldemar Dudek)

Informacja o Autorze

Anatomia mitu

fragment książki "Mit nauki" – Mikołaj Brykczyński

Mit nauki nadaje heroiczny wymiar przejściu od paradygmatu organicznego ku mechanistycznemu – stopniowego „wyzwalania się” myśli naukowej z „okowów” religii. Nauka potrzebuje swych bohaterów – twórcy nowożytnej nauki stają się prekursorami oświeceniowego racjonalizmu, jedynej uzasadnionej postawy intelektualnej wobec mechanistycznego świata. Wyrastają oni ponad zabobonny, religijny folklor epoki. Tym samym mechanistyczna nauka zawłaszcza swych, obcych sobie ideologicznie, mimo woli, twórców. Teologia i oparta na niej pitagorejska dedukcja, która stanowiła nić przewodnią i motywację rozwoju matematycznej wiedzy o świecie, znikają z historii nauki.

W tym czarno-białym scenariuszu Kopernik, na podstawie pomiarów astronomicznych dokonanych ze swej fromborskiej wieży, konstruuje nieomal nowoczesny model heliocentryzmu. Na przekór wszechwładnym siłom ignorancji religijnej wyrywa Ziemię z centrum kosmosu i utwierdza w tym miejscu Słońce. Unika kary, umierając zaraz po ukazaniu się swego dzieła. Galileusz, dzięki zastosowaniu w astronomii wynalezionego przez siebie teleskopu, przedstawia nowe dowody heliocentryzmu, bohatersko broni ich przed Kościołem („a jednak się kreci!”) i zostaje – drugim po Giordanie Brunie – męczennikiem za prawdę naukową. Newton jest ostatecznym zwycięzcą. Podporządkowuje niebo [i Niebo] ludzkiemu rozumowi... Tak sformułowany wiodący, kosmologiczny wątek mitu nauki, pozornie bez zarzutu, jest w rzeczywistości całkowicie nieprawdziwy. Zobaczmy, jakiej korekcie należało poddać historię nauki, by nadać mu siłę i wiarygodność.

Scenariusz rozpoczyna się od greckiego astronoma Arystarcha (około 310 – 230 p.n.e.), który „jako pierwszy utrzymywał, że Ziemia obraca się i obiega Słońce” (Encyclopedia Brittanica, vol. 1, s. 554). Arystarch jest powszechnie kreowany na niezrozumianego przez potomnych prekursora Kopernika i bywa nazywany „greckim Kopernikiem” (Koestler, 2002, s. 50). Tradycja ta sięga co najmniej Galileusza (Galileo, 1967, s. 276), który przeciwstawia heliocentryzm Arystarcha i Kopernika geocentryzmowi Arystotelesa i Ptolemeusza i wielokrotnie podkreśla podobieństwo kosmologii Arystarcha i Kopernika. Koestler (2002, s. 48) zamieszcza nawet ilustrację modelu układu słonecznego Arystarcha, który jest identyczny z kopernikańskim. Na tej podstawie dowodzi, że to z powodów psychologicznych, a nie braku argumentów astronomicznych, Grecy nie zdołali przyjąć heliocentryzmu. Jednak kosmologiczne poglądy Arystarcha znane są jedynie ze wzmianek w pracach Archimedesa i Plutarcha. Zdaniem Lindberga (1992, s. 97), brak historycznych dowodów, by twierdzić, że według Arystarcha, planety miały obiegać Słońce.

„Według wszelkiego prawdopodobieństwa idea Arystarcha była produktem pitagorejskiej kosmologii, która usunęła Ziemię z centrum świata i wprawiła w ruch wokół „centralnego ognia” [a nie Słońca]”.

Niewidoczny z Ziemi „centralny ogień”, zwany też „sercem”, był metafizyczną ideą pitagorejską, znaną już z V wieku p.n.e. Łączenie Arystarcha z heliocentryzmem zdaje się być przykładem reinterpretacji historii nauki w duchu bieżącego paradygmatu.

Mit nauki modyfikuje dzieło Kopernika w dwóch zasadniczych punktach. Po pierwsze, zawiera milczące założenie, że autor De revolutionibus dowiódł heliocerntryzmu, zaś sprzeciw wobec tej idei wynikał z ignorancji i religijnego dogmatyzmu. Argumenty astronomiczne Kopernika nie są zatem eksponowane, gdyż nie mają one rangi dowodu. Po drugie, mit traktuje kopernikanizm jako ideę w duchu nowożytną. Nowa mechanika nieba nie jest zatem łączona z metodą Ptolemeusza i całą heliocentryczną tradycją starożytności, bez czego jest niezrozumiała. Skądinąd podstawą tej tradycji jest dedukcja pitagorejska – teologiczny aprioryzm nieakceptowalny na gruncie paradygmatu mechanistycznego. W konsekwencji, kopernikanizm jest zawieszony nie tylko w historycznej, ale i metodologicznej próżni (jaki procent ludzi o wykształceniu przyrodniczym czy historycznym wie, skąd się wzięła idea, która zapoczątkowała rewolucję naukową?). Dzieło Kopernika, przepojone mistycyzmem i starożytnością, koncentrujące się wokół dopasowywania nieistniejących epicyklów, zostaje okrojone do sloganu: „wstrzymał Słońce, poruszył Ziemię”. Slogan ten jest jednak niezwykle potężny: przeciwstawia on „prawdziwy” model nauki, „nieprawdziwemu” modelowi religii, przez co jest symbolem postępu i wyższości myśli naukowej nad religijną.

Starożytność dysponowała nie tylko metafizycznymi przesłankami poglądu o wyjątkowym statusie Słońca (tych ostatnich nie należy z założenia odrzucać). Dla przykładu – przynajmniej od czasów Arystarcha zdawano sobie sprawę z ogromnych rozmiarów Słońca. Uznawano też jego rolę, jako „dawcy życia”. Kopernik (Copernicus, 1995, s. 26) powtarza za Arystotelesem, że Ziemia jest co roku „zapładniana” przez Słońce. Na uwagę zasługuje także intuicja „władzy” Słońca nad planetami, która w płaszczyźnie fizycznej znalazła potwierdzenie w prawie grawitacji.

Paradoksalnie, popularyzacja De revolutionibus jest dla mitu nauki szkodliwa. Trudno inaczej wytłumaczyć fakt, że pierwsze pełne wydanie De revolutionibus w języku angielskim (czyli poza zasięgiem wpływów Rzymu) ukazało się dopiero w roku 1952. Jedyną ilustracją z De revolutionibus (Copernicus, 1995, s. 24), odpowiednią dla popularnej historii nauki, a zarazem często publikowaną, jest schemat układu słonecznego, ukazujący kolejność orbit planetarnych, natomiast nieprzedstawiający złożonej konstrukcji geometrycznej, która animowała planety. Czytelnikowi niewprowadzonemu w historię astronomii rycina ta sugeruje, że system kopernikański nie różnił się specjalnie od współczesnej mechaniki nieba. Zniekształcenia historii nauki w podobnym duchu zdarzają się nie tylko w popularnej literaturze. W Concise Encyclopedia of Science and Technology (1985), pod hasłem „epicykl” (s. 204), czytamy: „W geocentrycznych kosmologiach, na przykład w ptolemejskiej, planety miały poruszać się wokół Ziemi, zakreślając epicykle”. Sugeruje to, że epicykle nie występowały w kopernikańskim heliocentryzmie. Licząca zaledwie cztery zdania nota na tylnej okładce De revolutionibus z serii dzieł największych twórców nauki (Great Minds Series) zawiera cały szereg nieścisłości zakorzenionych w micie nauki. Czytamy tam m.in.:

„W następstwie swych obserwacji ciał niebieskich Mikołaj Kopernik (1473–1543) porzucił system geocentryczny [...]. Jego wspaniałe dzieło wywarło głęboki wpływ, między innymi na Galileusza i Newtona”.

Jednak, jak wiemy, kopernikanizm nie wyrósł z nowych obserwacji nieba, zaś rzeczywistym spadkobiercą Kopernika był nie wspomniany tu Kepler, prekursor Newtona. Natomiast Kopernik nie miał bezpośredniego wpływu na Newtona. Z chwilą pojawienia się praw Keplera system Kopernika przeszedł bowiem do historii. Nie bez znaczenia jest fakt, że książkę tę wydał przewodniczący Council for Secular Humanism, Committee for the Scientific Investigation of Claims of the Paranormal, Paul Kurtz. Będzie on jednym z głównych bohaterów ostatniej części niniejszej pracy.

Na ideologicznie monumentalnym, choć ubogim w treść obrazie kopernikańskiego nieba widnieje jaskrawa plama. Jest nią nota wstępna Andreasa Osiandera, zajmująca pierwszą stronę De revolutionibus. Wydobywa ona na światło dzienne te wszystkie aspekty kopernikanizmu, które nie dają się pogodzić z mitem nauki. Między innymi wskazuje głównych przeciwników nowej mechaniki nieba, podkreśla jej „niefizykalność” i hipotetyczność. W konsekwencji, podstaw głębokiego przeświadczenia Kopernika o centralnej pozycji Słońca można szukać jedynie w dziedzinie „boskiego objawienia”, czyli – metafizyki.

Jednak jeśli uznamy, że Osiander nie wyrażał poglądów autora, lecz własne, i że działał samowolnie, to kłopotliwe pytania o naturę kopernikanizmu znikną z pola widzenia. Osianderowi zarzuca się zatem, że „sfałszował” De revolutionibus, określając „teorię heliocentryczną” jako założenie służące jedynie uproszczeniu obliczeń pozycji planet, choć Kopernik był „głęboko przeświadczony o prawdziwości swego odkrycia” (Brzostkiewicz, 1982, s. 42). Nawet u Kuhna (2006, s. 228) czytamy o „sfałszowanej przedmowie” do dzieła Kopernika. Ideologicznie nie do przyjęcia jest także wariant pośredni, w którym Kopernik wprawdzie nie zgadza się z Osianderem, ale zamiast bronić „odkrytej przez siebie prawdy naukowej”, przystaje na „zdradę” idei heliocentryzmu. Moje pokolenie dowiedziało się o „haniebnym postępku” Osiandera już w szkole podstawowej. W tym samym duchu uczono mnie, że Kopernik zadedykował swe dzieło papieżowi w celu złagodzenia spodziewanych represji. Wątpię, by można to było wytłumaczyć jedynie komunistyczną propagandą.

Sprawa Osiandera będzie lepiej zrozumiała, jeśli rozdzielimy dwa główne elementy kopernikanizmu: pitagorejską wiarę w szczególny metafizyczny status i (stąd) centralne położenie Słońca oraz ptolemejską, matematyczną metodę animowania planet. Jest faktem, że Kopernik nie miał wątpliwości co do centralnej pozycji Słońca. Jednak jego mistyczną, intuicyjną pewność nazwalibyśmy dziś wiarą. Terminy: „teoria” i „odkrycie” są mylące, jeśli używa się ich względem hipotezy niepopartej dowodami empirycznymi. Z drugiej strony – mechanizm animujący niebo kopernikańskie (i ptolemejskie) był de facto metodą rachunkową. Przypuszczalnie Kopernik, podobnie jak Ptolemeusz, był tego świadom, zatem niewykluczone, że w tym aspekcie nie „wierzył” w swój system. (Przypomnę, że Kopernik przyjął Almagest Ptolemeusza za wzór własnej pracy, por. też wzmiankę o „dowolnych kołach” na s. 56). Natomiast zgodnie z najbardziej prawdopodobnym scenariuszem, Osiander, będąc sam zwolennikiem ruchomej Ziemi, działał w porozumieniu z Kopernikiem, który z różnych względów nie chciał manifestować swej wiary w heliocentryzm. Jednak wbrew oburzeniu obrońców mitu, kontrowersyjny wstęp do De revolutionibus raczej wyjaśnia niż fałszuje rzeczywistą naturę kopernikanizmu. Zła sława Osiandera jest konsekwencją szkód, jakie nieświadomie wyrządził on mitowi nauki i jest głównie echem emocji, jakie wzbudzał w okresie otwartego konfliktu nauki z religią.

Doniosłą rolę odgrywa w micie Giordano Bruno, ze względu na swą śmierć męczeńską. Męczeństwo Bruna miało być wynikiem „pierwszego większego konfliktu między nauką i religią” (Kurtz, 2003, s. 14). Jednak, zgodnie ze Stanford Encyclopedia of Philosophy, w XVI wieku heliocentryzm nie był krytykowany przez Kościół. Natomiast Bruno nie był astronomem, tylko mistykiem i poetą, zaś zginął jako reformator religijny (uważał np., że Jezus był zręcznym czarownikiem). Pod względem poglądów kosmologicznych nie różnił się on od (kardynała) Mikołaja z Kuzy. Swe mistyczne doświadczenie heliocentryzmu uważał za pełniejsze i prawdziwsze od suchej matematyki Kopernika. W tym kontekście naiwnie brzmi stwierdzenie Émile’a Namera, (1985, s. 52), że Bruno „uogólnił aż do nieskończoności system Kopernika” (chodzi tu prawdopodobnie o pitagorejską ideę wielości światów).

Kopernik i Bruno mieli jednak pewne cechy wspólne: obaj byli duchownymi i obaj wyznawali mistyczną filozofię pitagorejską. Skądinąd, książka Namera jest przepełniona zupełnie bezkrytyczną propagandą. Fakt, że opracowanie na tak niskim poziomie w ogóle się ukazało, można tłumaczyć jedynie jego „poprawną” wymową ideologiczną.

Geniusz Galileusza wyraził się głównie w dynamice. Jednak odkryte przez niego matematyczne reguły opisujące ruch przedmiotów rzuconych lub spadających, choć stanowią podstawę fizyki klasycznej, są dla laików nieciekawe, zaś propagandowo bezwartościowe. Natomiast atutem Galileusza jest spór z Kościołem o heliocentryzm, centralny dla ideologii paradygmatu mechanistycznego. Dlatego Galileusz staje się bohaterem heliocentryzmu, mimo że nic nie wniósł do mechaniki nieba, a nawet odrzucił jej nowoczesną wersję. Mit nadrabia te niedostatki i wzbogaca naukowy życiorys Galileusza. Koestler (2002, s. 353) przedstawia długą listę odkryć, wynalazków i dokonań niesłusznie przypisywanych Galileuszowi. Mit przemilcza natomiast problem charakteru uczonego, który był główną przyczyną konfliktu z Kościołem, wrogość instytucjonalnej nauki (uniwersytetów) wobec heliocentryzmu i Galileusza i – co najważniejsze – ukrywa jego pitagorejską, organiczną wizję świata. Podobny los spotkał przedmiot sporu – ideę Kopernika. Mit staje się o wiele barwniejszy, jeśli myślimy, że Kościół potępił dojrzałą teorię, a nie wyrosłą z metafizyki hipotezę, pozbawianą astronomicznych dowodów i odrzuconą przez świat nauki. Według Namera (1985, s. 109, zobacz też s. 114), system kopernikański został przez Galileusza „sprawdzony przy pomocy ścisłych i udowodnionych doświadczeń”. Sformułowanie to zostało przejęte z Dialogu. Jest to często powtarzany przez Galileusza nieprawdziwy frazes.

W jednej z kulminacyjnych scen mitu dostojnicy Kościoła odmawiają spojrzenia w lunetę, nie chcąc przekonać się o prawdziwości tez głoszonych przez Galileusza. W rzeczywistości bohaterami tej pełnej symbolizmu sceny byli profesorowie uniwersytetów. W liście do Keplera z roku 1610, Galileusz (w: Burtt 2003, s. 77) wyśmiewa profesora filozofii z Padwy, który, „mimo wielokrotnych i natarczywych próśb, nieustępliwie odmawiał spojrzenia w lunetę” (żeby nie zmienić zdania). Z drugiej strony, jak wiemy, jezuici docenili w pełni zastosowanie lunety w astronomii. Jednak ich obecność w historii nauki uczyniłaby z mitu parodię, której aktorzy zamieniają się rolami. Przedstawiciele najpotężniejszej organizacji Kościoła wyprawiają na cześć Galileusza wielkie uroczystości i rozwijają astronomię teleskopową*, podczas gdy profesorowie uniwersytetów zawiązują organizację stawiającą sobie za cel zniszczenie uczonego i starają się „argumentami logicznymi, jak magicznymi zaklęciami, usunąć nowe planety [księżyce Jowisza] z nieba” (Galileusz, w: Burtt, 2003, s. 77). W micie nie ma miejsca na światłych przedstawicieli kleru i na tolerancyjną postawę Kościoła wobec hipotezy kopernikańskiej. Jezuici, niezwykle zasłużeni dla rozwoju matematyki i astronomii, popierający heliocentryzm i Galileusza i – na domiar złego – napadani przez niego za słuszne poglądy na naturę komet, muszą zniknąć razem ze swym Collegium Romanum. Jezuitów nie da się zmieścić w micie, można ich jedynie nie dostrzegać. Klasyczne opracowanie Kuhna z 1957 roku, Przewrót kopernikański (2002), poświęcające wiele uwagi stosunkowi Kościoła do kopernikanizmu, w ogóle nie wspomina o istnieniu jezuickich astronomów.

Dla wyeksponowania „ojca nowoczesnej nauki” należy poświęcić Tychona Brahe, który był pod wieloma względami wzorem nowoczesnego naukowca: najwybitniejszy obserwator nieba epoki przedteleskopowej, genialny konstruktor aparatury astronomicznej. Jego precyzyjne materiały pomiarowe umożliwiły Keplerowi odkrycie praw ruchu planet, bez których Newton nie byłby w stanie sformułować centralnej idei fizyki klasycznej – teorii grawitacji. Jedyny czysty empiryk wśród twórców mechaniki nieba musi zejść na margines historii nauki, bo jego model, stanowiący pomost między Ptolemeuszem i Kopernikiem, rozwadnia konflikt „starego z nowym” i odbiera mu cały dramatyzm. Poza tym, w kontekście dorobku Brahe widoczny jest dogmatyzm i braki w astronomicznej wiedzy Galileusza (por. „małpie planety Tychona”).

Kepler, manifestujący swój pitagoreizm, był sławny wśród współczesnych głównie ze względu na trafne przepowiednie astrologiczne (między innymi pośmiertnie spełnioną przepowiednię sposobu zakończenia wojny trzydziestoletniej). Mimo że nie ustępuje Galileuszowi co do wkładu w rozwój wiedzy przyrodniczej, a jego prawa ruchu planet są niezbędną podstawą teorii grawitacji, to nie nadaje się na bohatera mechanistycznej nauki. Nie może konkurować z Galileuszem, gdyż nie kłócił się z Kościołem. W istocie, będąc protestantem, w wielu kwestiach spornych przyznawał rację katolikom (dokuczali mu i jedni, i drudzy). Edward Teller (1991, s. 49), jeden z wybitnych współczesnych fizyków, uznaje większą wartość wkładu Keplera w rozwój nauki. Jego zdaniem to, czego dokonał Galileusz, mogłoby być udziałem jakiegoś innego uczonego. Natomiast osiągnięcia Keplera były unikalne – możliwe dzięki połączeniu apriorycznej wiary w realność wytkniętego celu z mistyczną motywacją i determinacją. Jest znaczące, że we wszystkich kwestiach spornych z Galileuszem rację miał Kepler.

Nowoczesność dokonań Keplera zbytnio kontrastuje ze starożytnością myśli kopernikańskiej i metafizycznym dogmatyzmem astronomii Galileusza. Kepler jest traktowany przez historyków nauki z podejrzliwością: jakim cudem pierwsze dojrzałe, matematyczne prawa fizyki wyrosły na podłożu mistycyzmu? Sława „bohatera heliocentryzmu” przyćmiewa rzeczywistego twórcę mechaniki nieba i prekursora Newtona. Emocje wzbudzane przez Keplera zilustruję dwoma cytatami z wyjątkowego w historii nauki dzieła, pod znamiennym tytułem Metafizyczne podstawy nowożytnej nauki:

„Chociaż był twórcą nowożytnej, ścisłej nauki, Kepler łączył ze swymi dokładnymi metodami i w istocie znajdował motywację, w pewnych dawno zdyskredytowanych przesądach, włącznie z czymś, co nie będzie niesłusznie nazwać oddawaniem czci Słońcu. (Burtt, 2003, s. 58)”.

„[...] metoda Keplera miała akurat wystarczająco dużo wspólnego ze skuteczną metodologią późniejszej nauki, że z wielkiej ilości w bólu i wysiłku odkrytych [przez niego] geometrycznych prawidłowości [funkcjonowania] natury, trzy okazały się owocne w późniejszych, wspaniałych osiągnięciach naukowych Newtona (ibidem, s. 70)”.

Mogłoby się wydawać, że chodzi tu o dwóch różnych ludzi. Jeden z najwybitniejszych twórców nauki przyprawia historyka nauki o frustrację, zażenowanie i dezorientację...

Newton jest postacią dla prestiżu nauki najważniejszą, gdyż stworzona przez niego synteza fizyki umożliwiła zwycięstwo mechanistycznego modelu świata. Dlatego jego dorobek został poddany najbardziej konsekwentnej cenzurze. Establishment naukowy przez ponad dwa wieki nie dopuszczał do druku jego dzieł teologicznych i okultystycznych, żeby „nie zniszczyć świetlanego wizerunku herosa” (Verlet, 1996, s. 334). Fakt ten, sprowadzający się do celowego wprowadzenia w błąd opinii publicznej, nie wzbudza oburzenia, choć blednie przy nim grzech Kościoła wobec dzieła Kopernika.

Osobnych studiów wymagają dzieje powstawania mitu. Usprawiedliwieniem odpowiednich zmian dokonanych w historii nauki było przypuszczalnie rozumowanie właściwe wyznawcom zasady, że cel uświęca środki: fakty, które mogą być wykorzystane przez naszych wrogów przeciwko postępowi, szczęściu ludzkości, zbawieniu dusz itp., powinny być ukryte (przypadek Newtona) lub skorygowane (przypadek Galileusza). Efekt końcowy jest zapewne wynikiem kumulowania się drobnych nieścisłości na przestrzeni wieków. Dla przykładu, sławne „A jednak się kręci” Galileusza pojawiło się po raz pierwszy na obrazie Murilla z około 1650 roku (Riaza Morales, 2003, s. 256), zaś w literaturze dopiero w XVIII wieku, by ostatecznie stać się jednym z głównych sloganów mitu nauki.

* Jak już wiemy, nie jest prawdą, że Galileusz wynalazł lunetę. Prawdą jest natomiast, że Kepler zaprojektował nowy typ lunety, o znacznie lepszych właściwościach optycznych. Jak na ironię, pierwszym wykonawcą i użytkownikiem jego projektu był jezuicki astronom Christoph Scheiner (Watson, 2005, s. 79–82).

Napisz swoją recenzję

Mit nauki. Paradygmaty i dogmaty

Mit nauki. Paradygmaty i dogmaty

W trzech esejach autor mierzy się z obrazem nauki jako aktywności ludzkiego rozumu roszczącej sobie prawo do prawdy dogmatycznej. Jego zdaniem, redukcjonizm zawodzi jako podstawa filozofii człowieka, ponieważ w procesie redukcji przepada to, co jest uni

Napisz swoją recenzję

Klienci, którzy kupili powyższy produkt, wybrali również:

Klienci, którzy wybrali ten produkt, oglądali również

scroll
Projekt i realizacja 2014 DiH.pl