Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij


Poleć:

Głodne oczy

Głodne oczy

Głodne oczy

Dziekanowski Czesław

„Gąbką dłoni przecieram głodne oczy. Towarzyszy mi pragnienie, by wszystko ostrzej widzieć, a zwłaszcza dookolne ciemności” – czytamy w kolejnej książce Czesława Dziekanowskiego. Kulminacyjny punkt dramatu to diagnoza: „Byłem martwy. Martwy cały, z wyjątk...   Czytaj więcej >>

Zobacz recenzje >> Przejrzyj fragment >>
  • Ilość stron: 99
  • Data wydania: 2016
  • Oprawa: miękka
  • Wydawnictwo: ENETEIA
14,00 zł 19,00 zł

Do koszyka

  • Usuń ze schowka
  • Do schowka

978-83-61538-79-0

Wysyłamy w: 48h

Koszt wysyłki: InPost od 7,70 zł, Poczta Polska od 9,90 zł, Paczkomaty od 10 zł, Kurier od 12 zł, darmowa powyżej 150 zł

Polecamy w kategorii

„Gąbką dłoni przecieram głodne oczy. Towarzyszy mi pragnienie, by wszystko ostrzej widzieć, a zwłaszcza dookolne ciemności” – czytamy w kolejnej książce Czesława Dziekanowskiego. Kulminacyjny punkt dramatu to diagnoza: „Byłem martwy. Martwy cały, z wyjątkiem oczu. One były głodne dziania się, głodne ciekawością, czy się poruszę, czy wstanę z martwych”. Żywe oczy, a dookoła śmierć. Głodne oczy bezgranicznie nasycone pragnieniem. W finale dramatu czytamy, że człowiek „najmłodziej czuje się w starości, w bezustannym, wiecznym odchodzeniu”. Wyobraźnia silniejsza jest niż śmierć. Czy tak jest, każdy oceni sam.
Od Wydawcy
 
Tworzę opasłe, bulimiczne utwory, jak Poszukiwanie źródeł kreatywności czy Bezkresna narracja, a także teksty chude, anorektyczne, jak Znikająca władza i Głodne oczy. Rozdarty wewnętrznym dramatem zanurzam się w potocznej rzeczywistości i tęsknię za ideałem. Chodzę skrajnościami. Dramat podąża za komedią, a komedia jak cień kroczy śladami dramatu.
Pociąga mnie proza codzienności i poezja ideałów, maksymalizm i minimalizm. Dłuższe pozostawanie na jednym z tych biegunów  jest jednak jałowym doświadczeniem: Les extrêmes se touchent.
Czesław Dziekanowski

  • Wydanie: pierwsze
  • Seria: Literacka
  • Format: 135×205 mm
  • ISBN: 978-83-61538-79-0
  • EAN: 9788361538790
  • Waga: 0,11 kg

Fragment książki "Głodne oczy" Czesława Dziekanowskiego

Areta, pijąc herbatę sporządzoną z osobliwych ziół, jak zawsze miała minę prorokującej osoby. Wyraźnie zamierzała wtajemniczyć mnie w coś szczególnego. Tak, w coś niebywałego, jednak się wahała, ponieważ nie wiedziała, jak wystartować, jak najszczęśliwiej zacząć, żeby jej misja się powiodła, przynosząc pożądany skutek, na tyle rewelacyjny, że aż godny natychmiastowego uwiecznienia w trosce, rzecz jasna, o przyszłość.
– Aby odzyskać zdrowie, musisz podjąć pewne kroki, w coś uwierzyć – wreszcie wyrzuciła z siebie, tłumiąc moje kasłanie.
– Podjąć kroki, uwierzyć, ale w co mianowicie?
– W coś, co jest silniejsze od ciebie, na myśli mam potęgę natury – na chwilę zamilkła. – Na przykład w zieloną herbatę, którą ja w tej chwili wącham i smakuję.
– O ile wiem, twoja herbata jest z gorzkiej, wstrętnej pokrzywy – w istocie nie wiedziałem, tylko zgadywałem, a zgadując, żartowałem.
– Nieważne z czego, istotne, żebyś w nią, czy w jakąkolwiek inną, mocno uwierzył.
– Przemyślę to, a tymczasem dziękuję za poradę – powiedziałem bez ironii.
I zacząłem się serio zastanawiać. Do tej pory żyło mi się bez większych problemów. Miałem instrument, posłuszne mi narzędzie, na którym mogłem polegać. Na myśli mam własne ciało. Traktowałem je jako narzędzie pracy, harówki, to znów rozrywki, przyjemności. Było ono niezawodne. Co ciekawsze, moje ciało cechowała stała gotowość do jednego i do drugiego sposobu bycia w świecie. Ono było spontanicznie skore do działania i do wyluzowania. Nie wpatrywałem się w nie jak w obraz, nie kontemplowałem go. Powtarzam, służyło mi do pracy i do rozkoszowania się nicnierobieniem. Głowa, ręce, nogi. Myślałem, chwytałem, maszerowałem. To wszystko działo się płynnie, a nawet samoczynnie. Byłem zintegrowaną całością, stanowiłem jeden bezkolizyjny organizm. Teraz nastąpił zwrot. Ciało nie życzy sobie, bym je tak nieuważnie, tak lekko traktował. Ono chce być w centrum mojej uwagi. Ono łaknie, bym je stale obserwował. Przestaje być sprawne, staje się opieszałe, niemrawe, rozklejone. Było zwarte, dynamiczne, sprężyste. Teraz mam wrażenie zamarzania, choćby w trakcie zwykłego podawania dłoni, tak że nim się z kimś przywitam, trwa to z minutę. Wcześniej wystarczała sekunda, by się serdecznie z ludźmi uporać. W ciągu paru sekund zakładałem skarpetki. Moim obecnym marzeniem jest wrócić do dawnego tempa, przyjemnego rytmu. Żeby wstać od stołu, muszę się przygotować. Sprężyć się, skoncentrować. Z łóżka – odchylić się, wziąć rozmach i przejść do pozycji stojącej. Muszę ćwiczyć. Te ćwiczenia przez swą czczość są denerwujące. Pozbawiają mnie smaku życia. Ja nie tyle żyję, co zaprawiam się w istnieniu. Niemrawo pochylam się do podłogi. Teraz widzę, jak zawrotne jest tempo życia napędzanego cywilizacją. Ja odpadam już w przedbiegach. Świat mknie, na oślep pędzi naprzód, a ja stoję porażony tym widokiem. On gna trochę dla samego gnania, a więc bez sensu. I goniąc, dodatkowo się nakręca.

Napisz swoją recenzję

Głodne oczy

Głodne oczy

„Gąbką dłoni przecieram głodne oczy. Towarzyszy mi pragnienie, by wszystko ostrzej widzieć, a zwłaszcza dookolne ciemności” – czytamy w kolejnej książce Czesława Dziekanowskiego. Kulminacyjny punkt dramatu to diagnoza: „Byłem martwy. Martwy cały, z wyjątk

Napisz swoją recenzję

Polecamy w kategorii :

Klienci, którzy kupili powyższy produkt, wybrali również:

Klienci, którzy wybrali ten produkt, oglądali również

scroll
Projekt i realizacja 2014 DiH.pl